Z którą postawą najbardziej się utożsamiasz? Na krytyczne uwagi na temat miasta, które pisze w „Dzienniku Wschodnim” pan Dominik Smaga, pozwalałem sobie od roku na dość ostre komentarze pod adresem władz. Ich reakcją był anonimowy komentarz pod moim adresem: „pierwszy pieniacz Lublina”. Odpowiadając na taki epitet, napisałem raz, że lepiej być pieniaczem, zachowującym własną godność i dumę, niż być „ujadającym anonimowym kundlem”.
Anonimowe kundle są bardziej ujadające, bo nie są narażone na osobisty kontratak. Są jednak jeszcze „dworskie kundle”, wytresowane, „jedzące z ręki” swego pana – klasyczne BMW (bierny, mierny, ale wierny).
Trzecia kategoria – to łapówkarze i biznesmeni „spod ciemnej gwiazdy”, opierający swój biznes na mafijnych układach.
Że walczę o prawo wjazdu swoich busów elektrycznych na Stare Miasto, to już muszę być nazwany „pieniaczem”?
Właśnie w sobotę rano spotkałem w hotelu w Kamieńcu Podolskim delegację z lubelskiego ratusza. Jeden „życzliwy” mi człowiek, radził mi żebym przestał „wymachiwać szabelką” na facebooku pod adresem prezydenta Żuka, bo z tego właśnie powodu nie uzyskuję zezwolenia na wjazd na Stare Miasto. A jak się uspokoję i wykażę cierpliwość – to zezwolenie powinienem wreszcie dostać.
Co za pouczająca lekcja dyplomacji! Ów życzliwy człowiek (którego osobiście nie znam z nazwiska), chyba zapomniał, albo nie wiedział, że ja o prawo wjazdu naszych pojazdów elektrycznych na Stare Miasto walczę już trzy i pół roku!
Właśnie w kwietniu 2013 r. zwróciłem się do władz miasta, występując wtedy jako anonimowy, nie znany panu Żukowi człowiek. Nie miałem do tego czasu złego zdania o prezydencie miasta, który deklarując publicznie, że jest przyjazny turystom i inwestorom, stwarzał wrażenie osoby, która w najgorszym przypadku nie będzie szkodzić naszej firmie.
Rzeczywistość okazała się inna. Najpierw przez ponad dwa lata bezskutecznie zabiegałem o uzyskanie zezwolenia na wjazd na Stare Miasto. Dwa razy złożyłem skargę do Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Lublin, występowałem na sesji Rady Miasta Lublin, ale głosowanie w mojej sprawie było polityczne i nic do tej pory nie załatwiłem. Raczej w swojej sprawie nie robiłem przez ten czas medialnego rozgłosu.
Autorowi komentarza o „wymachiwaniu szabelką” zwracam uwagę, że ten pan pomylił przyczynę ze skutkiem. To nie ja rozpocząłem wojnę z panem Żukiem – tylko on ze mną. Ja nie byłem mu wrogiem – to on zrobił ze mnie swojego wroga. Przez dwa lata czekałem cierpliwie, prosząc w pismach prezydenta oraz podległych mu urzędników – i NIC! Nic, tylko buta i arogancja urzędników – kulturowych spadkobierców carskich czynowników.
Był czas, żeby „zresetować” swoje stanowisko wobec naszej sprawy, zwłaszcza kiedy były wybory, zmienili się wiceprezydenci i można było poprzednie stanowisko zwalić na ustępujących urzędników – nic z tych rzeczy! Stanowisko władz miasta było wobec nas jeszcze bardziej brutalne – zmuszenie nas do uiszczenia opłaty drogowej za znak drogowy (1230 zł – od kiedy i gdzie obywatel płaci za znak drogowy na drodze publicznej?), opłaty za kopertę – 600 zł miesięcznie z bezczelnym komentarzem, że z opłaty za parkingi są zwolnione tylko POJAZDY ŚWIADCZĄCE USLUGI KOMUNIKACJI PUBLICZNEJ, czyli tylko taksówki (czym formalnie nasz pojazd różni się od taksówki?).
„Życzliwemu doradcy” lubelskiego ratusza przypomniałem, że ja walczę o prawo wjazdu już czwarty rok, a medialną wojnę z prezydentem Żukiem podjąłem dopiero rok temu. Przypomnę, że nie włączyłem się do kampanii wyborczej przeciw Żukowi, choć był moim wrogiem bardziej, niż słabego kandydata PiS na prezydenta Lublina. Wykazywałem wstrzemięźliwość, licząc na zmianę polityki ratusza po częściowej przebudowie gabinetu. JA PRZEZ PONAD 2 LATA ZBIERAŁEM KOLEJNE CIOSY OD WŁADZ MIASTA I NIE KOTRATAKOWAŁEM.
I to miało być pieniactwo? – To była demonstracja siły władzy wobec mojej słabości i bezradności. Aż 27 lipca 2015 r. napisałem ostatnie pismo do Urzędu Miasta, zaznaczając że jest ono ostatnie, a 20 sierpnia 2015 r. rozpocząłem wojnę medialną z prezydentem Żukiem. Od tego czasu „dokładam” prezydentowi – za brudną tabliczkę „Znak Dziedzictwa Europejskiego”, która dla władz miasta powinna być powodem do dumy, a była powodem do wstydu, za slumsy pod zamkiem, za zlikwidowanie schroniska szkolnego w mieście (jedynym mieście wojewódzkim w Polsce), itd., itp..
Słyszę coraz częściej komentarze od „życzliwych” mi przedstawicieli władz, że „Żuk został wrobiony” przez kogoś z tymi busami i trudno mu się z tego wycofać. Tak, no to – niech obrywa medialnie dalej! Jeśli nie pisanym i nie gwarantowanym warunkiem uzyskania przeze mnie zezwolenia na wjazd naszych busów na Stare Miasto ma być wyciszenie się i zaprzestanie „wymachiwania szabelką” (co za metafora? Co ja, słabo uzbrojony powstaniec – grożę potężnemu carowi?!), to ja mam osobiście gdzieś takie nie pisane warunki! A pies ich wszystkich olał z ich łaską! Pan Żuk ze swoimi idiotyzmami będzie się dalej kompromitował przed turystami, a jak będę go dalej kłuł w oczy swoimi busami!
Przy okazji – w tamtym roku zamówiłem specjalnie ramki do jednego busa na plakaty formatu A1. Na przyszły rok zamówię takie ramki do drugiego busa. Będę miał w nich własna prasę, choćby o tym, jak nigdzie indziej w Polsce, tylko w Lublinie, część radnych, oprócz diet bierze także pieniądze za synekury w komisjach anty-alkoholowych – i to aż po półtora tysiąca złotych. Miejsca na wywieszenie ich nazwisk będzie w gablotach dostatek.
A więc – chciał pan Żuk wojny ze mną – będzie ją miał! Przy okazji – rykoszetem oberwą radni-„bezradni statyści”, który swoją biernością firmują złą wolę, zakłamanie i nadużycia władz (jak chociażby z wymuszeniem pobierania ode mnie opłaty za znak drogowy).
Niech Pan Żuk wreszcie zrozumie (albo i nie – jego wola, jego inteligencja), że z tym swoim uporem, bardziej niż mnie, będzie szkodził turystom, a przy okazji – sobie samemu. Jeśli przez jego ludzi zostałem nazwany pieniaczem, to cokolwiek teraz złego zrobi, będzie bezwzględnie przeze mnie medialnie piętnowany. Będzie sam prosił swoich urzędników, żeby nie stwarzali pretekstów do „czepiania się”. Dopiero teraz przekona się, że tą idiotyczną, nie spotykaną w całej Europie wojną z usługą city tour, demaskuje się jako osoba zakłamana, rzekomo ograniczająca ruch pojazdów (co widać w każdy dzień powszedni o godzinie jedenastej), jako osoba złośliwa, szkodząca turystom i przedsiębiorcom. I niech się wstydzi przed każdą delegacją z kraju i zagranicy, a nasze pojazdy, specjalnie oplakatowane, będą go jeszcze bardziej kłuć w oczy.
Szanowni Państwo, zostałem przez radnych zmuszony do zbierania aż 1000 podpisów pod wnioskiem obywatelskim w sprawie wjazdu naszych busów na Stare Miasto. Jest to sprawa karkołomna, ale możliwa do zrealizowania.
Przy Państwa pomocy, zbiorę je. A radnym dam okazję do uwiarygodnienia się w czasie głosowania. Albo wykażą więcej wyobraźni i dobrej woli wobec turystów i nas, albo pogrążą się razem z prezydentem Lublina.