Moje uwagi w sprawie budżetu obywatelskiego

Budżet obywatelski, to jeden wielki pic! Po pierwsze – jest to „problem krótkiej kołdry” – tych beneficjentów powinno być pięć razy więcej, bo obecnie udział w tym wygląda, jak wygranie „trójki” w toto-lotka, po drugie – w rankingu zwycięzców, liczba oddanych głosów powinna być proporcjonalna do liczby uprawnionych w danym obwodzie głosowania, po trzecie – żądanie posiadania telefonu i adresu e-mail jest prawnym nadużyciem. Konstytucja nie nakazuje posiadania telefonu i adresu e-mail. Osoby, które ich nie posiadają, nie mogą być dyskryminowane z tego powodu i pozbawiane praw do głosowania. A w jakim celu jest to władzom potrzebne – żeby przesłać później ofertę wyborczą Wspólnego Lublina?, po czwarte – nadużyciem prawnym jest żądanie podania numeru pesel i numeru dowodu osobistego. Nie wystarczy sam adres i podpis? Są to tajne dane osobowe, które nie powinny być publicznie dostępne. Te dane przechodzą przez wiele rąk. W sytuacji, kiedy ludzie biorą pożyczki w bankach, dostęp do ich danych, powinien byc maksymalnie ograniczony. Po piąte – sprawdzanie przez urzędników 56 tysięcy podpisów jest sztucznym szukaniem problemów. A nie może tych spraw rozstrzygnąć rada miasta w porozumieniu z zarządami dzielnic? Jest to sztuczne pompowanie balona społecznej aktywności. Za jaką cenę?

Dodaj komentarz