19. Czachórski Władysław

Kontynuuję przerwaną serię „Stu wybitnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina”. Nadrabiając zaległości z powodu mojego wyjazdu, zamieszczam dzisiaj dwóch artystów. Kolejną postacią będzie najbardziej lubelski poeta Józef Czechowicz. Poniżej przedstawiam monachijskiego artystę, który rozsławiał Lublin jako miejsce swojego urodzenia. Był nim Władysław Czachórski:

19. Czachórski Władysław (1850-1911) – malarz, urodzony w Lublinie, kształcił się w Warszawie, w Klasie Rysunkowej u Rafała Hadziewicza. Następnie kształcił się w Dreźnie i w Monachium. Podróżował przez kilka lat po Włoszech i Francji. Od roku 1879 r. zamieszkał na stałe w Monachium, gdzie pozostał pod artystycznym wpływem monachijskiego akademizmu. Zdobywając uznanie, został profesorem Akademii Sztuk Pięknych. Czachórski malował sceny rodzajowe, pejzaże, portrety, martwe natury, kwiaty i obrazy o tematyce szekspirowskiej. Ulubionym jego tematem były wizerunki kobiet, malowane z fotograficzną dokładnością. Jednym z bardziej znanych jego obrazów jest „Dama w liliowej sukni”, wystawiana w Muzeum Narodowym w Warszawie. Artysta zyskał sławę i powodzenie za życia, a obecnie jego obrazy osiągają na aukcjach wysokie ceny (jego portret kobiety „Propozycja” był sprzedany za pół miliona zł). Współcześni nazywali Czachórskiego ozdobą polskiego malarstwa, ale po jego śmierci krytycy zarzucali mu kosmopolityzm i zmarnowanie talentu. Mieszkańcy Lublina uczcili pamięć o artyście, umieszczając tablicę pamiątkową na kamienicy (naprzeciw wejścia do bazyliki).

18. Christians Ludwik

Z cyklu „Stu sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina” przedstawię we wtorek artystę Władysława Czachórskiego i poetę Józefa Czechowicza. Na piątek i na sobotę, kolejnymi zasłużonymi dla Lublina będą ludzie, którzy działali w Lublinie w czasie okupacji. Są to: Władysław Cholewa i Ludwik Christians:

18. Christians Ludwik (1902-1956) – adwokat, działacz społeczny i polityczny. Urodzony w Jamoplu Podolskim. W latach 1923-1927 studiował prawo na UL w Lublinie, gdzie został prezesem koła Młodzież Wszechpolska. W latach 1932-1939 pracował jako adwokat. W l. 1934-1935 był posłem na Sejm II RP. W 1934 r. był przez kilka miesięcy we władzach ONR w Lublinie. Od 1939 r. działał w Akcji Katolickiej. W czasie kampanii wrześniowej został ranny. W latach 1941-1944 był kierownikiem miejskiego i powiatowego oddziału Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) – społecznej organizacji charytatywnej, działającej za zgodą okupanta, niosącej pomoc okupowanej ludności. Został także prezesem Lubelskiego Oddziału PCK, niosąc pomoc więźniom zamku lubelskiego i obozu na Majdanku. Dzięki kierowanym przez niego obu tym organizacjom, zostało uratowanych w Lublinie kilkaset osób. Po wojnie, w latach 1945-1946 Christians został prezesem Zarządu Głównego PCK. W 1946 r. wydał książkę: „Piekło XX wieku”, opisując w niej warunki życia obozowego. Następnie pracował jako adwokat. Zmarł w Warszawie. Na pamiątkę jego działalności, umieszczono tablicę pamiątkową na budynku PCK przy ul. Spokojnej.

17. Cholewa Władysław

Z cyklu „Stu sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina” przedstawię we wtorek artystę Władysława Czachórskiego i poetę Józefa Czechowicza. Na piątek i na sobotę, kolejnymi zasłużonymi dla Lublina będą ludzie, którzy działali w Lublinie w czasie okupacji. Są to: Władysław Cholewa i Ludwik Christians:

17. Cholewa Władysław (1892-1962) – działacz polityczny i niepodległościowy. Urodzony w Bełczącu, pow. Radzyń. W czasie I wojny światowej został wcielony do armii rosyjskiej. Ranny, powrócił z frontu do rodzinnej wsi. Przed wojną działał w ruchu ludowym. W 1939 r. zamieszkał w Lublinie. W czasie okupacji pracował w spółdzielni rolniczo-handlowej. W 1941 r. został mianowany przez Rząd Polski na Uchodźctwie Wojewódzkim Delegatem Rządu w Lublinie, czyli konspiracyjnym wojewodą. Organizował pomoc dla więźniów zamku lubelskiego i obozu na Majdanku. 25 lipca 1944 r., po opuszczeniu Lublina przez Niemców, utworzył w mieście władze wojewódzkie w imieniu RP na Uchodźctwie. Jednak jego obwieszczenia zostały w Lublinie zaklejone Manifestem PKWN, a 3 sierpnia 1944 r. wojewoda został aresztowany przez NKWD. Wobec odmowy współpracy z władzami PKWN, został zesłany do łagrów w ZSRR. Schorowany, wrócił do Polski w 1947 r. Jako wróg ustroju był stale prześladowany przez komunistyczne władze. Zmarł w 1962 r. w Warszawie. W Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście 43 znajduje się tablica upamiętniająca jego działalność. Jest też w dzielnicy Głusk maleńka ulica jego imienia.

16. Chodźko Witold

Kontynuuję serię „Stu wybitnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina”. Jutro będzie działacz polityczny i i niepodległościowy, Władysław Cholewa. Dzisiaj jest lekarz i społecznik – Witold Chodźko:

16. Chodźko Witold (1875-1954) – lekarz, profesor UMCS i AM w Lublinie, działacz społeczny. Urodzony w Piotrkowie Trybunalskim, studiował medycynę na UW, którą ukończył z wyróżnieniem w 1899 r. Po rocznej praktyce we Francji i w Austrii, w 1901 r. przybył do Lublina, gdzie rozpoczął pracę w miejskich szpitalach. Był współorganizatorem i członkiem lubelskiego oddziału Towarzystwa Higienicznego Warszawskiego. Zainicjował w mieście akcję „Kropla Mleka”. Działał w Towarzystwie Szerzenia Oświaty Światło. W 1907 r. opuścił Lublin. Po odzyskaniu niepodległości pełnił funkcję Ministra Zdrowia Publicznego oraz wielokrotnie reprezentował Polskę na sesjach Zgromadzenia Ogólnego Ligi Narodów. Był dyrektorem Państwowej Szkoły Higieny, prezesem Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Zapobiegawczej. W 1945 r. powrócił do Lublina. Był profesorem na Wydziale Lekarskim UMCS, a następnie – w Akademii Medycznej. Był jednym z założycieli Instytutu Medycyny Pracy i Higieny Wsi w Lublinie, który nosi jego imię. Zmarł w Lublinie, został pochowany w Warszawie. Był 2 razy żonaty – z drugą żoną miał 2 córki. Jego imieniem nazwano jedną z ulic w Lublinie.

Biernat z Lublina i inni … nie z Lublina.

Przedstawiany przeze mnie poczet sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina, wywołuje u niektórych polemikę, kto był rodowitym lublinianinem, a kto – nie. Niektórzy lubelscy „aborygeni” (z języka łacińskiego – „ab origines”, czyli po początku, od urodzenia), uważają, że miejsce na tej liście należy się przede wszystkim osobom urodzonym w Lublinie.

W XIV i w XV wieku, dla bliższej identyfikacji osoby, podawano miejsce, skąd ta osoba pochodziła, a więc byli: Janko z Czarnkowa, Wincenty z Szamotuł, itp., Pod koniec XV wieku tworzyły się nazwiska z końcówką na … ski, ale dotyczyło to tylko prywatnych wiosek i miast (np. Tarnowski, czy Zamoyski). Paradoksalnie – Biernat z Lublina, czy Jan z Lublina w szczycie swojej zawodowe aktywności i sławy, nie mieszkali w Lublinie! – śmieszne byłoby, gdyby wszyscy mieszkańcy Lublina nazywali się: „… z Lublina” – przecież wiadomo!

Czy rzeczywiście, określenie „… z Lublina”, wskazuje na miejsce urodzenia tej osoby? – niekoniecznie. Można z całą pewnością stwierdzić, że ów człowiek spędził w tym mieście znaczną część swojego życia i w nim rozpoczął swoją zawodową aktywność, a gdzie się urodził – mniej ważne. Większość „sławnych lublinian” była mieszkańcami tego miasta z własnego wyboru, lub w wielu przypadkach – z wyboru rodziców, którzy przeprowadzili się ze swoimi dziećmi. Czeski przemysłowiec, Wilhelm Hess (o nazwisku kojarzonym z zastępcą Hitlera), znalazł się w Lublinie przypadkiem – z powodu ciężkiej choroby córki w czasie podróży do Kijowa.

W związku z prezentowanym pocztem, niektórzy wskazali na nazwiska sławnych osób urodzonych w Lublinie: Stanisława Kostkę Potockiego, Andrzeja Struga i aktora Mieczysława Czechowicza. Ci dwaj, pełniący najwyższe funkcje w polskiej masonerii, nie są na tej liście – nie dlatego, że byli masonami, ale że Lublinowi się nie przysłużyli. Masonem był Jan Hempel, który założył spółdzielnię LSS Społem i wniósł trwały wkład w rozwój Lublina. Z kolei, jeśli już obok Józefa Czechowicza miałby być jakiś drugi Czechowicz, to prędzej Marcin – XVI- i XVII-wieczny arianin (piszący się jako Czechowic), zmarły w Lublinie. Aktor, wcielający się w misia z „Dobranocki” ze słynnym epilogiem („A teraz możecie misia w … pocałować”), nie przysłużył się naszemu miastu. Stanisław Kostka Potocki zbył miastu swój pałac przy ul. Staszica, ale później, już jako minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, doprowadził do likwidacji dwóch kościołów i klasztorów franciszkańskich w Lublinie (przy ul. Kalinowszczyzna i przy ul. Bernardyńskiej) – nic pozytywnego w zamian nie proponując – m.in. opuszczony kościół i klasztor kupił za bezcen Rudolf Vetter, przeznaczając go na browar.
Lubelskim aborygenom wypada przypomnieć, że najbardziej znanym lublinianinem XX wieku był … towarzysz Bierut – sowiecki enkawudzista (urodził się na Rurach), miał jedyne w Polsce muzeum biograficzne przy ul. Sierocej i jedyny w Polsce pomnik.
Z kolei niektórzy mieli w Lublinie swoje „5 minut”, by na trwałe zapisać się w historii miasta, a więc – Ignacy Daszyński – za „tę jedną noc” z 6/7 listopada 1918 r. wszedł na trwałe do podręczników historii i jest kojarzony z Lublinem, Stanisław Staszic był autorem budowy pomnika Unii Lubelskiej, który jest symbolem Lublina, bł. Honorat Koźmiński poświęcił neogotycką kaplicę Matki Boskiej w kościele kapucynów, wybudowaną w niezwykłych okolicznościach, itp. Pointą tych wszystkich lublinian i nie lublinian jest Izaak B. Singer, który w Lublinie nie mieszkał, ale to miasto w świecie rozsławił, jak nikt inny wcześniej. O Karola Wojtyłę – św. Jana Pawła II nie będziemy się licytować z Krakowem i z Wadowicami, choć papież ma w Lublinie swój pomnik, jest patronem najstarszej uczelni Lublina, a ponadto jest też lubelski szlak turystyczny Jana Pawła II.

Jesteśmy dumni, że Czachórski, Rogowski, Zelwerowicz i inii urodzili się w Lublinie, ale spośród zasłużonych dla tego miasta, średnio co piąty pochodził z Lublina.
Jak Lublin pamięta o swoich mieszkańcach? – różnie. Wojciech Oczko – pierwszy na świecie lekarz, który napisał traktat o leczeniu kiły, łożący znaczne sumy na odbudowę kościoła św. Pawła w Lublinie, pochowany w tym kościele, jest patronem szpitala w Warszawie i w dwóch prowincjonalnych miastach Polski, ale Lublin nie wyróżnił dotąd tego medyka. Johannes Zuckertort – pierwszy szachowy wicemistrz świata, nie zasłużył dotąd na swoją ulicę w rodzinnym mieście. Wybitny XVII wieczny teolog, mistyk i asceta – dominikanin o. Paweł Ruszel, nie ma dotąd swojej ulicy, a miejscy radni, tuż po śmierci o. Alberta Krąpca (TW – bądź, co bądź), spieszyli się, by plac przy teatrze Andersena nazwać jego imieniem. Wobec odmowy zakonu, nazwali jego imieniem inny plac przy pałacu Czartoryskich.

Wacława Arciszowa, założycielka szkoły żeńskiej w Lublinie, Antoni Krzyżanowski i Tadeusz Moniewski – wybitni lubelscy nauczyciele i dyrektorzy szkół, rozstrzelani przez Niemców na początku wojny, nie zasłużyli dotąd na miano patronów lubelskich szkół. Za to kultywuje się się podrzędnych patronów, nie związanych z Lublinem, jak Sempołowska, Kosmowska i in. A więc – tzw. „wolna amerykanka” radnych, decydujących o nazwach ulic, placów, szkół, czy szpitali, wynika raczej z ich rażącej niewiedzy o historii miasta, kierowania się nastrojem chwili i polityczną koniunkturą.

15. Brzozowski Mieczysław

Poczet „Stu sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina”

W cyklu sławnych postaci Lublina, w czwartek będzie przedstawiony lekarz Witold Chodźko. Postacią na środę, 18 stycznia jest ksiądz Mieczysław Brzozowski:

15. Brzozowski Mieczysław (1933-1991) – ksiądz, kaznodzieja. Urodzony we Lwowie, po wojnie mieszkał w Jeleniej Górze, a w 1950 r. wstąpił do seminarium w Lublinie. W 1955 r. rozpoczął studia na KUL. W 1956 r. przyjął święcenia kapłańskie. W 1976 r. został rektorem kościoła Wniebowzięcia NMP, nazywanego też Matki Boskiej Zwycięskiej oraz powizytkowskim. Jednocześnie został wykładowcą homiletyki na KUL. Ksiądz zasłynął z patriotycznych kazań w kościele, gromadzących rzesze wiernych, wygłaszanych zwłaszcza z okazji świąt narodowych. W czasie powstania Solidarności ksiądz utworzył przy kościele ośrodek duszpasterstwa świata pracy, a w czasie stanu wojennego – ośrodek pomocy represjonowanym i ich rodzinom. Na skutek nacisków władz partyjnych, w 1982 r. biskup Pylak „awansował” księdza na rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie, odsuwając duchownego od kontaktów ze zwalczaną przez władze opozycją. Ksiądz był rzadkim przykładem kontynuacji tradycji dawnego kaznodziejstwa, w którym treści patriotyczne była przekazywane z największym talentem krasomówstwa. Pamięć o lubelskim kaznodziei została zachowana w nazwie ulicy w dzielnicy Sławinek.

14. Biernat z Lublina

Kontynuuję serię „Stu sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina”. W dniu 18 stycznia będzie przedstawiony wybitny kaznodzieja z czasów PRL, ksiądz Mieczysław Brzozowski, a we wtorek – człowiek, uważany do niedawna za autora najstarszej książki, napisanej w języku polskim. Jest nim Biernat z Lublina:

14. Biernat z Lublina, Bernardus, Lubelczyk (1460/1466-1529) – poeta, pionier literatury polskiej. Urodzony w Lublinie. Przyjął święcenia kapłańskie. W młodości przebywał na dworach szlacheckich. Przez krótki czas był zatrudniony w Krakowie na dworze włoskiego humanisty Kallimacha. Na dworze Pileckich w Pilicy napisał swoje dzieło, uważane przez wiele lat za najstarszy zabytek literatury polskiej – modlitewnik Raj Duszny, wydany w 1513 r. (Okazuje się, że starszą książką jest Historyja umęczenia Pana naszego Jezusa Chrystusa, wydana w 1508 r.). W 1522 r. ukazała się książka Żywot Ezopa Fryga, mędrca obyczajnego z przypowieściami jego, w której autor zrywa ze średniowiecznym stereotypem połączenia piękna i dobra (bohater jest dobry, ale brzydki). Cennym jego dziełem są Bajki, wydane wraz z Żywotem Ezopa – zbiór 210 bajek, napisanych wierszem, zwanych też przypowieściami. Pointa każdej bajki zawiera się w tytule i ostatniej strofie. Renesansowy myśliciel i moralista, tworzy w bajkach raczej pesymistyczny oraz świata. Lubelski pisarz został uhonorowany w rodzinnym mieście tablicą pamiątkową na trybunale i reliefem – medalionem na kamienicy Klonowiców.

13. Biernacki Mieczysław

Poczet „Stu sławnych lublinian i osób zasłużonych dla Lublina”. Jutro (we wtorek) będzie przedstawiony Biernat z Lublina, autor książki wydanej w 1513 r. w języku polskim. Dzisiaj przedstawiam postać lekarza i społecznika, imieniem którego nazwano ulicę w pobliżu szpitala, gdzie pracował. Jest nim doktor:

13. Biernacki Mieczysław (1862-1948) – lekarz, działacz społeczny i oświatowy. Urodzony w Giżycach (południowa Wielkopolska), ukończył studia medyczne w Berlinie i w Dorpacie. Do Lublina przybył w 1889 r., gdzie rozpoczął pracę jako lekarz. Od 1892 r. pracował przez pół wieku w Szpitalu Bożego Jana, zostając w 1901 r. ordynatorem, a później dyrektorem szpitala. Walcząc z epidemiami, zaprojektował budowę wodociągów. Działał w różnych stowarzyszeniach medycznych, w wielu organizacjach gospodarczych (towarzystwach kredytowych i spółdzielniach), w organizacjach oświatowych (macierz Szkolna, „Światło” i inne), stojąc przez wiele lat na ich czele. Zaangażował się w tworzenie wielu instytucji kultury i sportu w mieście (biblioteka, muzeum, teatr, klub sportowy). Był też dziennikarzem „Kuriera Lubelskiego”, a po jego zamknięciu w 1906 r. wydawał własną gazetę „Kurier” i był jej redaktorem. Jako publicysta zajmował się m.in. krytyką literacką i muzyczną. W czasie II w. św. udzielał w szpitalu schronienia więźniom zamku , Majdanka (tzw. Dzieciom Zamojszczyzny – w czerwcu 1944 r.), partyzantom i Żydom. Zmarł w Lublinie. Pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej.

Wyrok na „Zaporę” – i co dalej?

Dotychczasowe działania władz opierają się na szantażu – jak będziecie protestować, to nie znajdziecie pracy w innych szkołach. A więc- „rewolucyjne nastroje” nauczycieli są natychmiast pacyfikowane, by siedzieli cicho, pokornie i już myśleli, gdzie tu się bezpiecznie „załapać” do nowej szkoły. Wobec rodziców, którzy próbują ratować szkołę, stosuje się dezinformację, mającą na celu zniechęcenie ich do oporu, typu: „z tą osobą nie rozmawiaj na ten temat, bo to kret”, lub też: „jak będziecie zbierać podpisy pod obywatelskim wnioskiem uchwały, to musicie mieć co najmniej 2500 podpisów”. Po pierwsze – a kto ma się bać „kreta” (donosiciela)? – w jakich to czasach my żyjemy, że mamy się bać, że ktoś doniesie do władz, że społeczeństwo się organizuje do społecznego protestu? Po drugie – a co to za demagogia i fałsz, że „jak będziecie zbierać podpisy…” – przecież wystarczy ich 1000! (z bezpieczną rezerwą 200-300 podpisów). Co to za szantaż wobec nauczycieli – „jak będziecie protestować, to nie znajdziecie zatrudnienia w innych szkołach”?
Do tej całej presji medialnej, nacisków „na gębę” i szantaży trzeba odnieść się w sposób formalny:
1. Wystąpić w sposób oficjalny z pismem do Prezydenta Lublina z żądaniem pisemnej decyzji w sprawie szkoły, która może być wtedy zaskarżona do Samorządowego kolegium Odwoławczego, a następnie do sądu administracyjnego.
2. Sformułować obywatelski projekt uchwały do Rady Miasta i zbierać co najmniej 1000 podpisów (ja w sprawie Lublin City-Tour zebrałem 1655 podpisów) i jak najszybciej złożyć je do Rady Miasta, ponieważ przewodniczący rady ma 3 miesiące na umieszczenie projektu w porządku sesji rady.
3. Wbrew temu, co powiedzieli urzędnicy kuratorium, że sprawa bytu szkoły nie leży w ich kompetencjach, zwrócić się o opinię do kuratorium. Kuratorium ma obowiązek wydać każdą opinię w sprawie likwidacji szkoły, a w tym wypadku – przerwanie ciągłości szkoły przez zakaz naboru nowych uczniów jest nadużyciem ze strony władz.
4. Wystosować imienne pisma do wszystkich 31 radnych Rady Miasta Lublin o wyrażenie osobistej opinii w sprawie szkoły. Brak opinii będzie uznawany za opinię negatywną. Opublikować opinie radnych w sprawie szkoły, by wyborcy wiedzieli, czy warto głosować na takich kandydatów w następnych wyborach. Konsekwentnie egzekwować pozytywnej opinii w głosowaniu rady w tej sprawie.
5. Wystosować imienne pisma do wszystkich 15 posłów z okręgu lubelskiego – niech wykażą swoją wrażliwość na sprawy obywatelskie, do reprezentowania których zostali wybrani. Opublikować ich opinie w tej sprawie i podjęte przez nich działania.
6. Opracować internetową stronę, która prezentowałaby wszystkie działania społecznego komitetu oraz rozwój wypadków (decyzje władz, itp). Doraźnie – najpierw na facebooku.
7. Powołać społeczny komitet obrony szkoły przed jej likwidacją, który w dalszej kolejności powinien przekształcić się w „Stowarzyszenie absolwentów i sympatyków SP i Gimnazjum Nr 9 w Lublinie”, które integrowałoby środowisko, a przede wszystkim organizowałoby skuteczny opór przed likwidacją szkoły.
8. Organizować zewnętrzne akcje protestacyjne (w czasie sesji rady miasta, w dzień „Żołnierza Wyklętego”, itp.), zwracając publicznie uwagę na istniejący problem.

Osobiście oceniam, że jest to obecnie próba badania społecznego oporu ze strony władz, a w przypadku działań formalnych i zorganizowanych władze wycofają się ze swoich pomysłów. Czy uda się obronić szkołę jako przyszłą SP, czy jako LO – to już mniejszy problem, ale najważniejsze – żeby szkoła mogła od września przyjmować już uczniów do nowej szkoły. Wojciech Górski.

Drugi wyrok na „Zaporę”.

Władze Lublina wydają kolejny raz wyrok na „żołnierza wyklętego”, będącego patronem Gimnazjum Nr 9 w Lublinie. Sytuacja gimnazjum jest wyjątkowa w skali Polski. Wbrew zapewnieniom ministra oświaty, że żadna szkoła nie będzie zlikwidowana w związku z reformą oświaty, władze Lublina, reprezentowane przez PO, przy współpracy lokalnego PiS (poseł L. Sprawka i jego żona, będąca dyrektorem Wydziału OiW w Urzędzie Miasta, wcześniej radna PiS w sejmiku, E. Dumkiewicz-Sprawka), wydają jedyny wyrok na szkołę w skali miasta. Wbrew oczekiwaniom rodziców i nauczycieli, żeby powrócić do dawnej podstawówki, szkoła ma być przekształcona w liceum, ale nabór do niej ma być … dopiero za 2 lata! Dla porównania – Gimnazjum Nr 10 na LSM może dokonywać naboru już w tym roku. Uruchamianie szkoły po dwuletniej przerwie jest praktycznie wyrokiem na tę szkołę. Czy chodzi tu więc o sam obiekt, czy może – o patrona szkoły, który pada ofiarą zmowy lokalnych partii PO-PiS?

Dlaczego przy podejmowaniu kontrowersyjnych decyzji, dotyczących sieci podstawówek i ich obwodów nie uwzględnia się wielu aspektów, które powinny być rozstrzygającymi argumentami:

1. Praktykowanie przez dziesiątki już lat od istnienia samorządu i swobody wybierania obwodu – wyboru szkoły w Śródmieściu dla dzieci z innych obwodów. To właśnie dawna SP 9 oraz obecna SP 6 słynęły z tego, że do tych szkół rodzice zwozili swoje dzieci z różnych części miasta (a nawet – spoza miasta) i rodzicom było „po drodze” do pracy w centrum miasta. W obu szkołach dzieci spoza obwodu stanowiły większość, a na to władze miasta się zgadzały. Paradoks lubelskiej „9” – już jako gimnazjum polega na tym, że obecnie ponad 3/4 uczniów tej szkoły ma do niej ponad 3 km! – jakoś ci uczniowie do niej dojeżdżają i władzom miejskim to dotąd nie przeszkadzało. Dlaczego teraz ma być administracyjny zakaz przyjmowania dzieci spoza obwodu, gdy przez tyle lat go nie było?

2. Sukcesy dydaktyczne szkoły. Przez dziesiątki lat, lubelska „9” – i jako SP i jako gimnazjum zajmowała chyba zawsze miejsce w pierwszej piątce, wiele razy była na tzw. ‚pudle”, a niekiedy zdobywała mistrzostwo Lublina w ilości laureatów konkurów przedmiotowych. Dlaczego ten dorobek nie jest brany jako kryterium przy podejmowaniu decyzji? Oczekuję pełnej listy laureatów konkursów przedmiotowych od roku 1991 – a więc statystyki rocznej i tzw. „statystyki wszech czasów”. Dlaczego ofiarą decyzji administracyjnych padają najlepsi?

3. Sieć szkół i statystyki demograficzne. W Śródmieściu jest gęsto od podstawówek, chociaż w ciągu ostatnich 25 lat zlikwidowano 2 podstawówki w sąsiedztwie „9” – SP 8 i SP 13. Ale niż demograficzny i starzenie się ludności Śródmieścia powodują dalszą redukcję szkolnych oddziałów. Mamy więc rozbudowaną SP 21 przy ul. Zuchów, która będzie musiała oddać część obwodu „18-tce” przy ul. Długosza, mamy SP 6, do której włączono część osiedla Sławinek. A więc – poza „18”, te dwie podstawówki mają jak najbardziej rację bytu. Co do „18” – szkoła nie ma nawet parkingu dla rodziców, przywożących dzieci. Ma za to dwie duże sale gimnastyczne. Jest otoczona 7 szkołami średnimi, więc to ona powinna być zamieniona na liceum, by tworzyć lubelski ‚kampus szkół średnich” – zresztą w pobliżu miasteczka akademickiego. Dokładanie do „18-tki” ulic za parkiem, jest kosztem obwodu SP 24, na Niecałej w samym centrum Śródmieścia, która jest najbardziej narażona na wymarcie, a dojazd do niej jest bardzo uciążliwy. Pozostają jeszcze SP 25 przy ul. Sierocej, obejmująca okolice ul. Lubartowskiej, SP Nr 23 na Podzamczu, która obejmuje osiedle Czwartek i planowana „19” na Czwartku, która pełni obecnie funkcję gimnazjum. Obwód dawnej SP 9 został przejęty przez SP 7 przy ul. Muzycznej, a po dawnej SP 13 z ul. Narutowicza, która była najbliżej SP 9, jej obwód został włączony do „wymierającej” SP 24. A więc – poza „6” i „21”, które są na peryferiach Śródmieścia i „zbierają” dzieci ze Sławinka, wszystkie pozostałe szkoły podstawowe : „9”, „18’, „19”, „24” i „25” mają poważne problemy demograficzne i godzą w egzystencję szkół w sąsiedztwie Śródmieścia: SP 7 oraz SP 23. Dlaczego, praktykowany zwyczaj dowożenia dzieci – z Dębówki, Szerokiego, Sławina (przy Al. Warszawskiej), gdzie szkół obecnie nie ma i nie będzie, nie może być rozwiązywany w formie „demograficznego zasilania” szkół Śródmieścia, które mają i świetne połączenie komunikacyjne i parking dla rodziców?

4. Tradycja szkoły. Tradycją są sukcesy i osiągnięcia, wypracowany przez dziesięciolecia profil, ale też patron szkoły. Dlaczego akurat ten patron szkoły pada ofiarą decyzji władz? Przypadek – czy może „chichot lubelskiego PO z centralnej reformy PiS”? Co na to wszystkie środowiska kombatantów, ludzi biorących aktywny udział w obchodach święta „żołnierzy wyklętych”? Czy mieszkańcy Lublina zgodzą się na pozbycie szkoły wraz z jej patronem, tak jak 170 lat temu zgodzili się na rozbiórkę kościoła farnego na Starym Mieście? Czy w tym mieście NIKT nie potrafi sprzeciwić się bezdusznym (czy raczej perfidnym) decyzjom władz miasta? Czekam na Państwa uwagi. Wojciech Górski.