11. Bryński Kazimierz (1903-1968) – geograf, projektant Ogrodu Botanicznego UMCS i Zalewu Zemborzyckiego. Pochodził z okolic Lwowa. Jako nastolatek stracił ojca. Musiał łączyć naukę z pracą, utrzymując chorą siostrę, matkę i babkę. Jako 17-letni ochotnik brał udział w wojnie z Rosją bolszewicką. Po odzyskaniu niepodległości działał w towarzystwie Sokół i opiekował się drużynami harcerskimi. We Lwowie studiował geografię i biologię tematyczno-przyrodniczą. W 1947 r. uzyskał tytuł magistra geografii na UJ w Krakowie. Po wojnie pracował w krakowskich liceach, a następnie był kierownikiem stacji meteorologicznej w Tarnowie. W 1954 r. przybył do Lublina, gdzie został pracownikiem naukowym Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UMCS. Jako bezpartyjny został w 1955 r. zwolniony z pracy, a w 1957 r. ponownie przywrócony na etat pracownika naukowego UMCS. Kazimierz Bryński był wizjonerem, autorem wielu projektów rozwoju Lublina, z których niektóre doczekały się realizacji po jego śmierci. Został pochowany na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie. Jego nazwiskiem nazwano ulicę w pobliżu Zalewu Zemborzyckiego, którego budowę zakończono w 1974 r. – 8 lat po jego śmierci.
Autor: magdalenagorska
V. UNIA LUBELSKA 1569.
1. Nieporozumienia polsko-litewskie.
Mimo, że Warszawa w czasach Zygmunta Augusta nie należała już do autonomicznego księstwa, z inicjatywy marszałka wielkiego koronnego i wojewody lubelskiego, Jana Firleja, na miejsce unii wybrano Lublin. Obrady na lubelskim zamku trwały od 10 stycznia 1569 r. – równolegle obu sejmów – polskiego i litewskiego. Międzyczasie był burzliwy epizod opuszczenia w dniu 1 marca delegacji litewskiej, inkorporacja przez Polskę Podlasia (5 marca), Wołynia (26 maja), a następnie Ukrainy (6 VI). Wcielenie Wołynia i Ukrainy odbyło się za zgodą ruskich książąt, magnatów i bojarów – bez użycia polskich wojsk.
2. Powrót Litwinów do Lublina.
W tej sytuacji posłowie i senatorowie z Litwy, zagrożeni ze wschodu przez silną Moskwę Iwana Groźnego, powrócili do Lublina, a dalsze rozmowy podjęto 7 czerwca.
3. Zaprzysiężenie unii – powstanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Unia była zatwierdzana kilkoma etapami: 28 VI – uchwalenie unii, 1 VII – jej zaprzysiężenie, a 4 VII – wydanie dokumentu przez króla. Mszę dziękczynną po zawarciu unii odprawiono w kościele św. Stanisława na Starym Mieście. Powstała więc unikalna w Europie federacja: Rzeczpospolita Obojga Narodów, składająca się z dwóch części: Korony – w skład której wchodziły ziemie ówczesnego Królestwa Polskiego i większość obecnej Ukrainy, oraz Litwy, w skład której wchodziły ziemie obecnej Litwy i Białorusi. Inflanty, czyli teren obecnej Łotwy oraz południowa Estonia, były zarządzane przez oba państwa federacji.
Ciekawostką jest fakt, że ówczesna granica między Polską a Litwą, stała się obecną granicą dwóch innych państw: Ukrainy i Białorusi.
4. Proporzec, albo hołd pruski.
Unia Lubelska nie zakończyła pobytu króla na lubelskim zamku. 3 tygodnie po jej uchwaleniu, 19 lipca król odebrał w Lublinie hołd od księcia Prus Albrechta Fryderyka Hohenzollerna. Wydarzenie to uczcił poseł na sejm lubelski, poeta Jan Kochanowski w poemacie: „Proporzec, albo hołd pruski”.
Zygmunt August, zachłyśnięty potęgą Rzeczypospolitej, powielał kardynalny błąd swojego ojca, sztucznie podtrzymując istnienie lennego księstwa pruskiego. Nie minie 90 lat, kiedy wnuk jego siostry obdarzy księstwo pruskie niepodległością – w nagrodę za zdradę w czasie potopu szwedzkiego. Na skutek tego Polsce wyrósł niebezpieczny sąsiad, który 203 lata po tym hołdzie był inicjatorem pierwszego rozbioru Polski, a dalsze 23 lata później – zupełnej likwidacji państwa polskiego.
5. Tradycja Unii Lubelskiej i jej znaczenie.
1. Ważne wydarzenie w historii Polski – Unia Lubelska, zostało upamiętnione w postaci pomnika. Na miejscu starego, zniszczonego i rozebranego pomnika, stanął nowy obelisk.
2. Jan Matejko namalował obraz „Unia Lubelska” jako jedno z kilkunastu wielkich dzieł, ilustrujących najważniejsze wydarzenia z historii Polski.
3. Po prawie czterystu pięćdziesięciu latach, Unia Lubelska miała decydujący wpływ na wpisanie Lublina na listę Dziedzictwa Europejskiego.
4. W historii Europy Lublin pozostał na zawsze symbolem wielonarodowej, potężnej Rzeczypospolitej.
5. Rolę Lublina w przedrozbiorowej Polsce ma eksponować lubelskie Muzeum Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
W styczniu, po południu
W styczniu, po południu. Wczoraj intensywnie szukałem w lokalnej prasie informacji o odsłonięciu pomnika Nieznanego Żołnierza w Lublinie. Lokalna cenzura puściła tę informację dopiero wpół do dziesiątej wieczorem. Dzisiaj, na godz 11:00 zaproszono wszystkich lubelskich przewodników do lubelskiej Jesziwy. Gdy wyszedłem o 11:40, zwróciłem na siebie uwagę. Co się stało? – zapytała pani, prowadząca spotkanie. – O 12-tej jest odsłonięcie pomnika – powiedziałem zdziwionym przewodnikom, i wyszedłem. Przy pomniku modły odprawiali duchowni wszystkich ważniejszych wyznań chrześcijańskich. Zapytałem znajomego – a gdzie jest rabin? – stoi przy pomniku – odezwał się inny znajomy. Za 11 dni jest rocznica Powstania Styczniowego. Nie można było przełożyć uroczystość na tę okazję? Dziwna uroczystość.

Obejrzałem właśnie program: „To nas dotyczy” w TVP Lublin. Pan Niedbała mnie rozczarował oceną poprzedniego pomnika:
1. Zaakceptował treść „NIEZNANY ŻOŁNIERZ POLEGŁ W WALCE O WYZWOLENIE NARODOWE…” Jakie wyzwolenie narodowe? Człowieku – żołnierz walczy o niepodległość, a nie o jej substytut! Słowo niepodległość było akurat cenzurowane w PRL, więc tylko mogliśmy się cieszyć „wyzwoleniem” – oczywiście przez Armię Czerwoną! Jeśli urzędnik mający pieczę nad narodową tradycją, nie dostrzega różnicy między niepodległością a wyzwoleniem, to znaczy, że jeszcze żyje duchem komunistycznego PRL!
2. Stwierdził, że obok tablic, postawionych w 1963 r. (gwoli ścisłości – w 1962 r.!), gloryfikujących czyn bojowy GL-AL, BCh i LWP, były też tablice, upamiętniające wojnę obronną Polski w 1939 r. i walki na Zachodzie Europy – m. in. pod Monte Cassino. Szanowny Panie! – oprócz płyty głównej, było 20 tablic z polami bitewnymi GL-AL, LWP i BCh, a 4 inne tablice – niby dla równowagi, dodano dopiero po upadku komuny. Sam Władysław Stefan Grzyb, dumnie podkreślał, że był autorem dopisania kolejnych miejsc bitewnych. A więc – płyta główna i 20 płyt – wobec tylko 4 płyt. Dla autorów pomnika – Odra, Łaba i Nysa Łużycka, były ważniejsze niż Westerplatte, czy Powstanie Warszawskie. Ale – było, minęło. Właśnie po to była ta zmiana, chociaż autorzy tej uroczystości w dacie jej otwarcia zgubili jedną cyferkę „1”. Tak bardzo panu Żukowi przeszkadzał termin 11 Listopada? Tak lokalna prasa zignorowała to wydarzenie, że Dziennik Wschodni wczoraj, dopiero o 21:28 powiadomił swoich czytelników, że otwierają jakiś pomnik. Wypada skomentować: „jaki gospodarz – taka ranga uroczystości”.
Między Krakowem a Wilnem
Zgon Ludwika Węgierskiego w 1382 r. spowodował, że na tron polski wstąpiła 10-letnia jego córka, a zarazem prawnuczka Łokietka, Jadwiga Andegaweńska. Z inicjatywy wielkiego księcia Litwy Jogaiły, zwanego u nas Jagiełłą, doszło do zawarcia unii między Polską i Litwą, popartą małżeństwem Jagiełły z polskim królem – Jadwigą. To właśnie w Lublinie, w 1386 r. polskie rycerstwo zaakceptowało Jagiełłę jako przyszłego króla Polski i męża Jadwigi.
Najkrótsza droga z Krakowa do Wilna prowadzi przez Warszawę. Ale Warszawa należała w tym czasie do autonomicznego Mazowsza, więc droga z Krakowa do stolicy Litwy prowadziła przez Sandomierz, Lublin, i dalej – przez litewski już Brześć. Lublin był więc pierwszym polskim, królewskim miastem na trasie Jagiellonów z Litwy. Hojność Jagiełły i jego syna Kazimierza Jagiellończyka, zaowocowała nadaniem miastu licznych przywilejów, w tym prawa do kilku jarmarków, ściągających kupców z wielu stron Europy. Kazimierz Jagiellończyk ustanowił województwo lubelskie, które zostało wydzielone z północno-wschodniej części województwa sandomierskiego. Warto pamiętać, że do pierwszego województwa lubelskiego nie należały ani Chełm, ani Zamość, ani Biała Podlaska, a jego powierzchnia była prawie dwa i pół razy mniejsza od obecnego (11 tys. km2 – wobec 25 tys. km2).
Biernacki Mieczysław
10. Biernacki Mieczysław (1862-1948) – lekarz, działacz społeczny i oświatowy. Urodzony w Giżycach (południowa Wielkopolska), ukończył studia medyczne w Berlinie i w Dorpacie. Do Lublina przybył w 1889 r., gdzie rozpoczął pracę jako lekarz. Od 1892 r. pracował przez pół wieku w Szpitalu Bożego Jana, zostając w 1901 r. ordynatorem, a później dyrektorem szpitala. Walcząc z epidemiami, zaprojektował budowę wodociągów. Działał w różnych stowarzyszeniach medycznych, w wielu organizacjach gospodarczych (towarzystwach kredytowych i spółdzielniach), w organizacjach oświatowych (macierz Szkolna, „Światło” i inne), stojąc przez wiele lat na ich czele. Zaangażował się w tworzenie wielu instytucji kultury i sportu w mieście (biblioteka, muzeum, teatr, klub sportowy). Był też dziennikarzem „Kuriera Lubelskiego”, a po jego zamknięciu w 1906 r. wydawał własną gazetę „Kurier” i był jej redaktorem. Jako publicysta zajmował się m. in. krytyką literacką i muzyczną. W czasie II w. św. udzielał w szpitalu schronienia więźniom zamku , Majdanka (tzw. Dzieciom Zamojszczyzny – w czerwcu 1944 r.), partyzantom i Żydom. Zmarł w Lublinie. Pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej.
Wstawka skarlająca
Szanowny Pan Andrzej Koziara, Redakcja LIK Zoom
„Wstawka skarlająca” i „hormon wzrostu”.
Na ostatniej stronie (poza okładką) styczniowego miesięcznika kulturalnego Zoom (nie wiem, w jakim nakładzie, ale dość sporym), został zamieszczony artykuł, w którym pojawia się moje nazwisko. Szkoda, że ja w życiu kulturalnym Lublina pojawiam się tylko jako autor „wstawki skarlającej”, działający rzekomo na szkodę „dobrze pojętej kultury” Lublina.
Jako autor felietonu, ma Pan tę przewagę, że to Pan występuje w roli arbitra i ocenia, co jest obiektywne, a co – Pana zdaniem – szkodliwe. Nie chcę wnikać, do której to „wstawki” mnie Pan przypisał – a może do wszystkich na raz? Tak, czy owak – znajduje Pan przyczynę mojej obsesji w sprawie wieży zamkowej.
Na wstępie – proszę mi nie przypisywać przynależności lub sympatii do partii politycznej – tu Pan chybił zupełnie! Tu, w Lublinie większość wyborców (łącznie ze mną), nie kieruje się sympatią, tylko antypatią! – Nie głosuję na Pruszkowskiego, bo… (każdy, kto go nie lubi, ma jakieś powody) oraz: nie głosuję na Żuka, bo… (każdy, kto go nie lubi, ma jakieś powody) – gwoli wyjaśnienia: kolejność wymienionych osób wynika i z porządku chronologicznego i alfabetycznego. Pointą tej selekcji negatywnej jest fakt, że aż około 60% uprawnionych do głosowania mieszkańców, mając do wyboru „dżumę” i „tyfus” – pozostaje w domu! Bo rada miasta – to hermetyczna i nepotyczna kasta „samych swoich” – wiecznych statystów z pierwszych i drugich miejsc na listach oraz łowców synekur, wypromowanych przez partyjnych bossów. Nie podaję nazwisk, bo wszyscy je bardzo dobrze znamy. Około 80% przyszłej rady jest już „zaklepana” nominacjami – premiowanymi miejscami na listach wyborczych – statystyka nie kłamie. Ale nie o tym chciałbym pisać.
Według zasady: „wróg mojego wroga może być moim sojusznikiem”, bliżej mi do PiS, niż do PO, uosabianego przez obecnego prezydenta miasta. Trzy głosowania w mojej prywatnej sprawie były politycznie – radni, zamiast kierować się zdrowym rozsądkiem – „stali murem” za autorem jedynego w skali Polski absurdu, że ja na Stare Miasto mogę wjechać Oplem Zafirą, a nie mogę wjechać busem elektrycznym. Skalę absurdu powiększają: wymuszenie zakupu znaku drogowego na drodze publicznej i to aż za 1230 zł (w Legionowie – cena: 172 zł), bezpłatne zamieszczanie usług niektórych podmiotów prywatnych w wydanych przez miasto przewodnikach w wielu językowych wersjach, m. in. „Baby Tour” – trasa dla niemowlaków i przedszkolaków po angielsku i po niemiecku, przy pominięciu naszej usługi Lublin City-Tour, jako jedynej w Lublinie, świadczonej w 5 językach, zamieszczenie na zdjęciu zamiast naszego busa – fotografii miejskiego Gutka, czy Ziutka, pominięcie opisów w imprezach Sezon Lublin 2017 – tylko naszych usług, czy ostatnio wprowadzanie regulaminu wjazdu autokarów turystycznych i rowerów na Plac Litewski – z oczywistym pominięciem naszych busów. Nawet na komisji, w której był wałkowany regulamin, radny Breś (PiS) zakpił sobie z tego regulaminu, zwracając się do radnego Nowaka, by wprowadzić zapis: „dozwolone dla wszystkich pojazdów, za wyjątkiem pojazdów pana Górskiego”.
Doceniam dobrą wolę propozycji dialogu, choć i tu dostrzegam ustalone warunki – to najpierw ja powinienem wykazać dobrą wolę… I tak jest już lepiej, niż kiedy na starcie naszej usługi, pan Adamaszek (Gazeta z Lublina) potraktował mnie z góry jako politycznego wroga (choć nie miał ku temu powodów), używając języka prymitywnej propagandy: „Górski upiera się” (a pan Żuk „nie wyraża zgody”!). Teraz dopiero ktoś zaczyna dostrzegać problem, że nie załatwiona, lub źle załatwiona sprawa odbija się rykoszetem? Ja do pana Żuka wystąpiłem z pismem 5 kwietnia 2013 r. (niedługo minie 5 lat – tyle ile Drzymała walczył z absurdami pruskiej administracji – tamten człowiek miał przeciw sobie zaborców, a ja? – kogo? – chyba, tradycyjnie, carskich czynowników! Bo mentalnością nie różnią się od nich. No cóż – kulturowe dziedzictwo… carskiej Rosji! – również w sferze celebracji „baszty Daniela”). Ja nie miałem uprzedzeń do pana Żuka – to jego ekipa, nasyłaniem na nas Policji i Straży Miejskiej, straszeniem mandatami po 500 zł za brak notarialnego tłumaczenia certyfikatu z języka angielskiego na język polski, to pan Kosowski udzielając odpowiedzi, że nasze pojazdy elektryczne mogą stanowić zagrożenie bezpieczeństwa dla pieszych – łącznie z innymi przedstawicielami władz – próbował zniszczyć naszą usługę!
Ja dopiero po 2 latach i 4 miesiącach od złożenia przeze mnie wniosku – w sierpniu 2015 r., podjąłem decyzję o bezpardonowej walce z panem Żukiem i jego ekipą! A co gorszego może mi zrobić? – chyba tylko nasłać na mnie zbirów, lub podpalić samochody. Ale to już jest bandytyzm. Nie mam więc nic do stracenia, a bardzo dużo do zyskania. Postanowiłem więc, przy propagandzie sukcesu pana Żuka, prowadzić kontr-kampanię. To nie jest zwykły hejt, jak Pan pisze – to jest zamierzona strategia! Ja z tej wojny z panem Żukiem już odniosłem kilka sukcesów:
1. Pan Żuk swoim działaniem, a ja swoim hałasem – skutecznie zlikwidowaliśmy konkurencję w świadczeniu tej usługi! Dzielić się wątpliwym biznesem, w który trzeba zainwestować, znać miasto i jego historię oraz znać języki obce – to za duży problem. A więc – lepszy monopol okrojonej usługi, niż dzielenie się z przeciwnikiem (wojny podjazdowe, dumping, itp.).
2. Zostałem niechcący przez niego wypromowany w środowisku. W 2013 r. pan Żuk mnie jeszcze nie znał (a szkoda, bo mnie chyba nie docenił). W ostatnich latach, jak jedzie nasz bus, to odwraca głowę w drugą stronę – mnie to poprawia humor, a jemu – nie! W ciągu 7 lat jego urzędowania, ja – (chyba) jako jedyny, wygrałem z nim sondaż w Dzienniku Wschodnim! Można z tego wyciągnąć (fałszywy?) wniosek, że skoro pan Żuk ma takie poparcie, to ja mam jeszcze większe!
3. Nawet „wstawka skarlająca”, zamieszczona w LIK Zoom, jest jednak promowaniem mojej osoby! Dzisiaj dowiedziałem się, że niezależnie od sposobu przedstawienia tej sprawy (proszę mnie nie łączyć z panią radną, wymienioną artykule, bo ja z nią nie mam nic wspólnego!), to zyskuję za to wśród wielu ludzi uznanie i sympatię!
Co do kompromisu? – a mnie to już niewiele obchodzi! Chyba prawie ze dwadzieścia osób radziło mi, żebym zgodnie z dworskim obyczajem, „szukał dojścia” (mówiłem o tym TV Niezależny Lublin, w maju 2015 r.). Moja odpowiedź brzmiała: „ja jestem za mały biznesmen, żebym lobbował radnych i urzędników!”. Jestem i za biedny i za skąpy na „prezenty” dla urzędników! A co do lobby, to jeden człowiek, uważający się za „szarą eminencję” w lubelskim środowisku, nie był mi w stanie pomóc, ale radził mi, żebym się wybrał do przeora jednego z lubelskich zakonów! – nie poszedłem, uznając metody za kuriozalne.
Pan Żuk i jego ekipa nie wzięli jeszcze pod uwagę moich możliwości kampanii medialnej. Na jednym busie mam specjalnie zamontowane ramy z plexiglasem, formatu A1, gdzie mogę władze „kłuć w oczy” swoimi hasłami. Stać mnie na zaopatrzenie w ramy drugiego busa. W tym roku będzie opinia na temat traktowania naszej usługi w Tym mieście – i po angielsku, i po polsku! – niech informacja idzie w świat!
Ja nie zamierzam rezygnować ze swojej kampanii! Jest rok wyborów. Chciałbym utworzyć, współtworzyć niezależny komitet wyborczy, lub włączyć się do jakiegoś komitetu, który rozbiłby nepotyczne klany PO-PiS w tym mieście – klany „wiecznych statystów z pierwszych i drugich miejsc na listach”, w większości – ludzi kojarzonych monachijskim samochodem oraz łowców synekur. Chciałbym, by w nowej radzie byli ludzie, którzy nie byliby tylko „maszynkami do głosowania”, ale ludzie mający coś do powiedzenia na temat miasta! Mam nadzieję, że zaistnieje w tym mieście niezależny podmiot polityczny, który wymiecie przynajmniej część tej rady.
Szkoda, że LIK Zoom zaistniałem przy takiej okazji. Od 2 stycznia seryjnie prezentuję tu na Facebooku „Poczet zasłużonych dla Lublina” (100 osób) i „Poczet wybitnych lublinian oraz osób związanych z Lublinem” (100 osób). Prezentuję też swój własny opis historyczny miasta „Lublin mało znany”. Już wiem, że na te dwie moje publikacje nie będzie pieniędzy z budżetu miasta. I przypuszczam że w tym miesięczniku też nie będzie żadnego pozytywnego echa moich inicjatyw. Może być za to kolejny artykuł, typu „Wstawka skarlająca”. To też optyka Zoom? – nie eksponować tego, co dobre – tylko przedstawiać mnie jako osobę, która tylko odreagowuje złośliwość władz? Przy okazji – ja nie byłem na spektaklu, ale obejrzałem go w całości na You Tube. Wychwycone błędy merytoryczne umieściłem nawet na Facebooku.
Ja w tej walce z panem Żukiem czuję się bardzo dobrze. Kiedyś napisałem do władz, że wywieszę plakat: „PANIE PRZEZYDENCIE ŻUK! – WOLIMY WOZIĆ TURYSTÓW NA STARE MIASTO, NIŻ PROWADZIĆ KAMPANIĘ PRZECIW PANU!”.
Dzisiaj już mi na tym tak bardzo nie zależy. Przetrwałem 5 sezonów. Mam nadzieję, że przy moim udziale, pan Żuk nie doczeka trzeciej kadencji.
Łączę wyrazy szacunku,
Wojciech Górski
Niespokojny wiek XIII
III. NIESPOKOJNY WIEK XIII – kalendarium.
Mamy z historii Polski udokumentowane najazdy ze wschodu i północnego wschodu. Trudno stwierdzić, czy każdy szlak tych wojsk przebiegał przez Lublin. Skoro po 1240 r. ruski kniaź ewakuował się przed Tatarami z Halicza do Chełma, jest całkiem prawdopodobne, że stamtąd szły kolejne wyprawy na Lublin, lub dalej – za Wisłę:
1. 1205 – najazd księcia Romana Halickiego, oblężenie Lublina, zwycięska bitwa pod Zawichostem.
2. 1241 – najazd Batu-Chana na Polskę, dotarcie tatarskich wojsk aż pod Legnicę.
3. 1244 – najazd Prusów.
4. 1244 – najazd księcia halickiego Daniela na Lublin. Mimo wielu teorii, ruski kniaź grodu nie zdobył.
5. 1253 – układ Polaków z ruskim księciem Danielem, który w Drohiczynie został koronowany na króla Rusi, spodziewając się ze strony polskiego i węgierskiego rycerstwa anty-tatarskiej krucjaty.
6. 1255 – najazd króla Litwy Mendoga na Lublin.
7. 1256 – najazd Jadźwingów na Lublin.
8. 1259 – najazd Tatarów na Sandomierz (idących przez Lublin?).
9. 1264 – najazd Jadźwingów.
10. 1265- 1266 – najazdy Rusinów.
11. 1273 – najazd Litwinów i Jadźwingów.
12. 1278 – najazd Litwinów i Jadźwingów.
13. 1278 – najazd Tatarów na Wąwolnicę, bitwa pod Kębłem.
14. 1280 – najazd wojsk tatarsko-ruskich na Koprzywnicę (koło Sandomierza), ich przemarsz z Chełma przez Lublin – za Wisłę. Zwycięska dla Polaków bitwa pod Goźlicami.
15. 1281 – niszczycielski najazd Jadźwingów na Lublin (znany z legendy o śnie Leszka Czarnego).
16. 1282 – odwetowa wyprawa Leszka Czarnego na państwo Jadźwingów,
17. 1282 – najazd Litwinów na Lubelszczyznę.
18. 1285 – najazd Litwinów na Lubelszczyznę.
19. 1287 – najazd Tatarów na Sandomierz i Kraków.
20. 1288 – najazd na Lublin księcia Rusi, Lwa halickiego.
Bieczyński Feliks
9. Bieczyński Feliks (Łodzia-Bieczyński), 1799-1885) – inżynier, projektant ogrodów i rozwiązań komunikacyjnych dla Lublina. Urodzony w Grzebowilku, woj. Mazowieckie, ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Do Lublina przybył w 1826 r. W 1828 r. został inżynierem wojewódzkim. W czasie powstania listopadowego służył ochotniczo w polskiej armii, uzyskując stopień porucznika. Po upadku powstania złożył przysięgę na wierność carowi, a po powrocie na swoje stanowisko, w 1837 r. zaprojektował park, nazwany „Ogrodem Saskim”. Bieczyński zajmował się rozbudową dróg i placów w Lublinie, poprawą warunków sanitarnych oraz propagował oświetlenie miejskich ulic. Zaprojektował lokalizację i budowę dworca kolejowego na Piaskach, który według jego planów zrealizowano w 1877 r. W uznaniu dla jego dokonań, władze carskie odznaczyły go kilkoma orderami. Inżynier zmarł w Lublinie i został pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej. Jedyna córka Bieczyńskiego – Izabela, była kurierką w powstaniu styczniowym. Aresztowana przez władze carskie, zbiegła do Galicji. Mieszkańcy Lublina uczcili pamięć o inżynierze, nazywając jego imieniem jedną z ulic Śródmieścia.
Lublin w końcu XIII wieku
5. Lublin w końcu XIII wieku – miastem polskim, czy ruskim?
Pojawiają się informacje, że na przełomie XIII i XIV wieku (do roku 1308), Lublin był pod panowaniem ruskich kniaziów – Lwa i Jura. Ta opinia jest też naciągana. Kiedy po śmierci Leszka Czarnego, na tron krakowski wstąpił na krótko (na 2 lata), książę wrocławski Henryk IV Prawy, prawdopodobnie w Lublinie osadził się Łokietek, korzystając z poparcia Lwa Halickiego. Po śmierci Henryka, kiedy o tron krakowski trwała walka między królem Czech Wacławem II, a księciem wielkopolskim, Przemysłem II, Lublin znalazł się poza obszarem ich walki o władzę. Tu więc prawdopodobnie rządził ten trzeci, korzystający ze wsparcia ruskiego. Warto pamiętać, że sojusz kujawskiego księcia, osadzonego we wschodniej Małopolsce, był umocniony małżeństwem siostry Łokietka Eufemii z Jurem Halickim. Trudno określić relacje między obu książętami, ale nie jest wykluczone, że słaby w tym czasie Łokietek musiał się podporządkować ruskiemu kniaziowi. Jest też prawdopodobne, że stolicą autonomicznego wówczas księstwa Łokietka był właśnie Lublin. Lublin był więc centrum jego tymczasowego księstwa, skąd organizował wypady w głąb królestwa Wacława II, zdobywając Sandomierz, a nawet Wiślicę.
Bechczyc-Rudnicka Maria
8. Bechczyc-Rudnicka Maria (1888-1982) – pisarka, tłumaczka, krytyk teatralny. Urodziła się w Warszawie. Po ukończeniu szkoły średniej podjęła studia na Wydziale Historyczno-Filologicznym w Petersburgu, a następnie w Paryżu. Przed wojną była nauczycielką języka francuskiego w warszawskim gimnazjum, zajmowała się działalnością publicystyczną i przekładami z literatury obcej. Jako pisarka zadebiutowała w 1935 r. W październiku 1944 r. przybyła do Lublina, organizując Wojewódzki Wydział Kultury i Sztuki. W l. 1947-1964 była kierownikiem literackim Państwowego Teatru im. J. Osterwy w Lublinie, w l. 1949-1952 – prezesem lubelskiego oddziału Związku Literatów Polskich, w l. 1960-1965 – redaktorem naczelnym „Kameny”. Pisała artykuły, eseje, felietony i recenzje teatralne, zajmowała się przekładami z literatury francuskiej i rosyjskiej. Redagowała wydawnictwa, dokumentujące życie kulturalne w powojennym Lublinie i działalność lubelskiego teatru. Wydała słownik bibliograficzny lubelskich pisarzy. Spośród jej wielu utworów Wydawnictwo Lubelskie opublikowało „Godziny osobliwe” „Uchylanie masek” oraz zbiór opowiadań pt. „Nagłe zamyślenia”.