Arnsztajnowa Franciszka

4. Arnsztajnowa Franciszka (1865-1942) – poetka żydowskiego pochodzenia, z utalentowanej rodziny – córka literatki Malwiny Meyerson, siostra Emila – francuskiego filozofa. W 1885 r. wyszła za mąż za doktora medycyny, Marka Arnsztajna. Poetka zadebiutowała w 1888 r. W czasie I wojny światowej zaangażowała się w działalność patriotyczną – należała do POW. Pisała okolicznościowe utwory, poświęcone ważnym wydarzeniom z historii Polski oraz wybitnym postaciom z historii i kultury polskiej. W II RP poetka publikowała swoje utwory w regionalnych czasopismach. W 1933 r. wraz z poetą Józefem Czechowiczem utworzyła lubelski oddział Związku Literatów Polskich. Razem z nim wydała w 1934 r. tomik poezji „Stare kamienie”, poświęcony zabytkom Starego Miasta. Poetka zajmowała się również przekładami z literatury angielskiej i francuskiej. Przed wojną przeprowadziła się do Warszawy. Los nie oszczędził jej rodziny: mąż, syn i zięć zmarli przed wojną, wnuk zginął w kampanii wrześniowej, a córka – została zamordowana w 1942 r. Okoliczności śmierci poetki nie są znane. Mieszkańcy Lublina uczcili pamięć o artystce tablicą przy ul. Złotej oraz nazwą ulicy w dzielnicy Czechów.

Cztery wzgórza nad Czechówką

1. Czwartek.

Położony po lewej stronie Czechówki, znajduje się w pobliżu jej ujścia do Bystrzycy. Według badań archeologicznych jest to najstarsza osada w obecnym Lublinie, sięgająca VI wieku, a nawet V wieku. Nazwa wzgórza pochodzi od co tygodniowych targów, odbywających się u jego podnóża. Legenda głosi, że pierwszy, drewniany kościół w Lublinie, pod wezwaniem św. Mikołaja, stanął jeszcze w czasach Mieszka I. Nie wiadomo, kto i kiedy wysnuł taką teorię, która krąży w obiegu. Wiadomo z całą pewnością, że murowany kościół pod wezwaniem tego Świętego powstał dopiero pod koniec XVI w.

2. Grodzisko (później – Stary Kirkut).

Pojawiają się informacje, że grodzisko było wcześniejszą i właściwą, drewniano-ziemną twierdzą, zanim powstał gród w widłach Bystrzycy i Czechówki. Czas jego powstania odpowiada czasowi zasiedlenia Czwartku. Ponieważ od XVI wieku znajduje się tam żydowski cmentarz, nazywany kirkutem, badania archeologiczne na tym wzgórzu napotykają na przeszkody. Bardziej prawdopodobny jest, nie publikowany dotąd pogląd, że grodzisko mogło istnieć obok grodu na obecnym wzgórzu zamkowym, co znacznie miało utrudniać najeźdźcom opanowanie zespołu twierdz – gdyby wróg atakował jedną z nich, byłby rażony z obu stron. Z czasem grodzisko utraciło swoje strategiczne znaczenie, kiedy w grodzie pojawiła się murowana wieża, a zasiedlone Wzgórze Staromiejskie, zostało również ufortyfikowane przed wrogiem.

 

 

3. Wzgórze zamkowe (gród).

Nie znamy dokładnie daty postawienia grodu. Mógł istnieć już w IX wieku, mógł być postawiony w czasach Mieszka I lub za jego syna, Bolesława Chrobrego, lub przez nich rozbudowany. Z utraty Czerwienia (koło Chełma) w 981 r. możemy wyciągnąć dwa wnioski: 1) gród w Lublinie był za mocny, więc Włodzimierz I go nie zdobywał; 2) po utracie grodów w pobliżu Bugu, Mieszko musiał wzmocnić ziemie za Wisłą, budując lub rozbudowując gród w Lublinie. Wzgórze znajduje się w widłach dwóch (trzech) rzek: Bystrzycy i jej dopływu, Czerniejówki – z prawej strony oraz Czechówki – z lewej strony. Doskonałe usytuowanie wzgórza połączonego wówczas ze wzgórzem staromiejskim lessową „szyją” (być może już w tym czasie przekopaną), czyniło twierdzę trudno dostępną.

4. Stare Miasto.

Przyjęło się uznawać sąsiedzki Czwartek za Czechówką za najstarszy ośrodek miejski. Dwom pozostałym wzgórzom przypisano funkcje obronne. Jaka więc była rola wzgórza staromiejskiego? Wykopaliska archeologiczne na terenie obecnego Placu po Farze dowodzą, że zanim w tym miejscu zbudowano kościół, był tu wcześniej cmentarz. Dogodne warunki obronne – głębokie doliny Bystrzycy i Czechówki, były wielkim atutem dla mieszkańców Lublina narażonych najazdami ze wschodu i z północy.

Arciszowa Wacława (1870-1953)

3. Arciszowa Wacława (1870-1953) – nauczycielka. Urodzona w Żytomierzu na Ukrainie, ukończyła szkołę w Kamieńcu Podolskim, a następnie – studiowała w wolnej wszechnicy w Warszawie, zwanej Uniwersytetem dla Wszystkich. W czasie rewolucji w 1905 r. działała w Lublinie i w Nałęczowie w patriotycznej organizacji oświatowej „Światło”. Prowadziła w Nałęczowie tajne nauczanie dla dzieci i dorosłych oraz w Lublinie – zajęcia metodyczne dla nauczycieli. W 1912 r. założyła w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście 4-klasową szkołę dla dziewcząt, w której zasłynęła jako wspaniały nauczyciel, pedagog i dyrektor. W 1918 r. jej szkoła została przekształcona w 8-klasową szkołę. W 1920 r. przeprowadzono w jej szkole pierwszą maturę. Szkołę Arciszowej przeniesiono później na ul. Radziwiłłowską. W 1936 r. jej szkołę przekształcono w gimnazjum i liceum. W 1949 r. jej szkołę upaństwowiono jako tzw. IV LO w Lublinie, znajdujące się przy ul. Szkolnej na Czwartku, a w 1967 r. ta nowa szkoła otrzymała imię Stefanii Sempołowskiej – działaczki oświatowej i politycznej okresu zaborów. W opinii władz PRL, Wacława Arciszowa, jako założycielka szkoły, nie zasługiwała na jej patronkę.

Odsłanianie” odsłoniętego pomnika!

Brak szacunku władz Lublina dla pomnika Nieznanego Żołnierza wyraża się na każdym miejscu. Najpierw – nieoficjalnie odsłonięto pomnik przed świętami, czyli – jak wcześniej pisałem – „w grudniu, po południu”. Pomnik, który ma być oficjalnie „odsłonięty”, już został już odsłonięty. Następnie – oficjalne odsłonięcie w dniu 11 stycznia 2018 – bez okazji, byle nie w rocznicę Powstania Styczniowego.

Dzisiaj miałem okazję obejrzeć nowy pomnik – płyty pomnika są pobrudzone śladami butów! Jakoś miejscy strażnicy, tak jak władze miasta, na ten symbol nie wykazują wrażliwości.

Kiedyś pomniki przed ich uroczystym odsłonięciem były zasłonięte, by nikt ich nie dewastował. Poza tym – był ten element tajemnicy, wyczekiwania na specjalny efekt. Dzisiaj w Lublinie można sobie biegać po pomniku, zanim oficjalnie delegacje oficjalnie go „odsłonią” oraz złożą na nim kwiaty i wieńce.

Ciekawe, czy pan Z. Niedbała zadba o to, by pomnik został wymyty przed jego oficjalnym „odsłonięciem”.

Cudze chwalicie – swego nie znacie

Lublin – jedno z 29 miejsc w Europie jako miasto Dziedzictwa Europejskiego, wpisane na listę Pomników Historii (krajowy odpowiednik Listy UNESCO o znacznie niższej randze), nie zwraca uwagi swoimi tytułami turystom i mieszkańcom. Mało kto wie, że Lublin takie tytuły w ogóle posiada! Poza dość dobrze wypromowaną kaplicą zamkową, miasto posiada wiele osobliwości, o których nie wiedzą nawet sami jego mieszkańcy.

Miejscem, gdzie najbardziej potwierdza się zasada: „Cudze chwalicie – swego nie znacie, sami nie wiecie – co posiadacie”, jest skarbiec lubelskiej katedry, zdumiewający arcydziełami sztuki złotniczej oraz malarstwem iluzjonistycznym, występującym również w całej katedrze.

Kto z Państwa widział wielkie reliefy – „Poczet królów Polski”? Kto z Państwa wie, że oprócz Brzegu na Dolnym Śląsku, poczet naszych władców w formie rzeźb istnieje również w Lublinie?
A kto z Państwa widział dwa pomniki grunwaldzkie w Lublinie – największy i najmniejszy w Polsce?

Chcą Państwo poznać lepiej to miasto? – zapraszam do Lublina, a w mieście – na naszą trasę „Lublin City-Tour”. Tam, gdzie do tej pory nie mogę wjechać naszym elektrycznym busem – zapraszam na trasę pieszą.

Przewodnik – ambasador miasta.
Na kursie przewodnickim i później na spotkaniach w kole przewodnickim podkreślano nam dumnie, że przewodnik jest pierwszym ambasadorem miasta. To, jak je przedstawi gościom, jakie będzie jego zaangażowanie w pokazywaniu tego, co jest w nim najpiękniejsze i najciekawsze, utkwi w pamięci zwiedzających gości oraz będzie tworzyć odpowiednie wrażenie o gospodarzach, ich gościnności i o estetyce miasta.

Szkoda, że tej opiniotwórczej roli naszej usługi Lublin City-Tour, władze Lublina dotąd nie dostrzegają i nie chcą docenić, wprowadzając zakazy dla naszych pojazdów i spychając nas na zaułki, którymi nie wypada się chwalić.
Brak możliwości wjazdu naszych busów na Stare Miasto zmusił nas do odkrywania uroków często pomijanego i lekceważonego Śródmieścia oraz otoczenia Starego Miasta i zamku. Nasza usługa sprowokowała mnie więc do bliższego poznania innych części miasta, jego walorów architektonicznych, ciekawostek i tajemnic.

Będę wdzięczny za jakiekolwiek uwagi, uzupełnienia, odsyłacze do źródeł. Celem tej publikacji nie jest naukowa monografia, rozstrzygająca kontrowersyjne zagadnienia, ale właśnie stawianie problemów do ich rozwiązania. Dlatego też tematy niepewne merytorycznie, znajdują się w rozdziale „Historie dramatyczne i niezwykłe, opowieści prawdziwe i zmyślone”

Wojciech Górski

120. Frick Adolf

Niemiecki przemysłowiec, bankier i filantrop na liście dwustu wybitnych lublinian. Następną postacią z drugiej setki lublinian będzie prezentowany już wśród stu lublinian, Leon Frankowski, a po nim – biskup lubelski. Poniżej – kolejny właściciel lubelskiego browaru – Adolf Frick:

120. Frick Adolf (?-1891) – niemiecki przemysłowiec, bankowiec i działacz społeczny, właściciel browaru „A. i J. Frick”. Założył Kasę Przemysłowców Lubelskich i Towarzystwo Kredytowe Miasta Lublina. Był inicjatorem budowy Teatru Miejskiego (obecnie Teatr im. J. Osterwy) i Resursy Kupieckiej.

119. Finke Beniamin

Szwajcar na liście dwustu wybitnych lublinian. Następną postacią, zasłużoną dla Lublina będzie Niemiec. Poniżej Beniamin Finke – właściciel dawnego pałacu Lubomirskich:

119. Finke Beniamin (1741-1830) – szwajcarski kupiec, bankier i urzędnik. W l. 1803-1805 i w 1809-1817 był prezydentem Lublina. Znany był z wykupienia od Szeptyckich dawnego pałacu Lubomirskich, jego odnowienia i przeznaczenia go na cele publiczne. Działał w Towarzystwie Dobroczynności.

118. Douglas Jan

Szkocki przemysłowiec wśród dwustu wybitnych lublinian. W poniedziałek będą przedstawieni Szwajcar i Niemiec – zasłużeni dla Lublina. Postacią na sobotę będzie obok majora H. Dekutowskiego szkocki przemysłowiec John Douglas:

118. Douglas Jan (XIX w.) – przemysłowiec, Szkot z pochodzenia. W 1835 r. – wspólnie z rodakiem, Andrzejem Kedslie zaczął produkować w Lublinie maszyny rolnicze. Fabryka istniała do 1844 r. Na jej miejsce dwaj inni Szkoci założyli kolejny zakład maszyn rolniczych, przejęty w 1864 r. przez R. Moritza.

117. Dekutowski Hieronim PS. Zapora

Obroniony patron wraz ze swoją szkołą wśród dwustu wybitnych lublinian. Powyżej (na sobotę) drugą postacią będzie lubelski Szkot, a w poniedziałek – zasłużeni dla Lublina: Szwajcar i Niemiec. Poniżej – szef KeDyw-u AK Okręgu Lublin – major Hieronim Dekutowski:

117. Dekutowski Hieronim PS. Zapora (1918-1949) – żołnierz PSZ na Zachodzie, cichociemny, dowódca oddziałów AK i WiN, harcerz, „żołnierz wyklęty”. W kraju prowadził aktywną działalność w AK, a po wojnie – w WiN. Aresztowany 16 IX 1947 r., był okrutnie torturowany. Rozstrzelany w Warszawie przez UB.

Tak promuje się Lublin!!!

Kto dał z Urzędu Miasta pieniądze na tak skandaliczną działalność??? DNO DO POTĘGI!!! Pomijając fakt, że nieszczęsna Jadwiga nie była podpalaczką, to sam wiersz jest żenujący w formie i w treści.

Pożar był skutkiem nieszczelnych przewodów kominowych. Płomień z komina przeskoczył na suchą więźbę dachową, a wiatr rozniósł ogień na całe miasto.

Wiersz powinien mieć rytmikę, czyli równą liczbę sylab (zgłosek). Poszczególne wiersze (linijki) mają po 10, 12, 11, 14, 13 i 9 sylab. Nie w każdym wierszu (linijce) są przerwy w połowie- cyt.” PODŁOGĄ POWĘDROWAŁ…”.

Szanowna Autorka niech przeczyta na głos przy ludziach swoje dzieło (do innych nie zaglądam – strach patrzeć) i sama usłyszy, że ten „Pseudo-wiersz” absolutnie nie ma rytmiki.

Brak rymów. Wskoczył – koszyk? Toż to dzieci ze szkoły podstawowej na wypracowanie napiszą lepszy wiersz!

Dno merytoryczne. Co to za imię „Jadzina”?,

„zajrzał tam, gdzie nie wypada”?

„Spalił się Lublin od naleśnika,
Ale niech tutaj nikt się nie zsika” – skandal!

No cóż – „Lublin – Miasto inspiracji”, w wykonaniu pana Żuka, hojnie promującego taką twórczość.

18320499_1162565210538970_591990346375525008_o.jpg